piątek, 10 marca 2017

Hejo Graża! Kupiłam se lakier nowy.



Hejo Graża! Kupiłam se lakier nowy, jak chce to cię psiknę tu i ówdzie.
Psik! Fiuk! Hu! Szu! No tero to mosz fryzurke Grażka, a nie jakieś przylizane strączyska.
No to psikamy sobie laki..... sorry perfumy Oriflame Wonder Flower, w żartach i dosłownie, bo aplikując na nadgarstek owy zapach! Naprawdę robimy Psik! ale nie tylko, słychać też Fiuk! Huhuhu! i Szuszuszu! oczywiście w naszej głowie, bo owe perfumy pachną jak lakier do włosów.
Ja się pytam po kiego grzyba perfumy o zapachu lakieru do włosów? Jak wiecie nie jestem fanem zapachów kosmetycznych, lakiery wiele osób uważa za nieprzyjemne zapachy to na co komu perfumy które pachną dokładnie jak stereotypowe autentyczne wręcz wyobrażenie sobie wielkie huhającej i szuszającej bez opamiętania puchy lakieru do włosów? Ja wiem że zapach jest ukręcony tak żeby spodobał się jak największej ilości osób. Jest to flagowy przykład perfum abstrakcyjnych, pachnącym niczym co można spotkać w przyrodzie, więc mamy tu zielono-melonowo syropowo syntetyczno owocowe otwarcie z melonalem i jasmaprunatem podkręcane kwaskowato metaliczną bergamotką, ulepiastą malinową landrynke z watą cukrową etylmaltolową, mydełkowate kwiaty salicylanowo liliowate( aspekt ylang-ylang), bagienno ozonowy helional i laktonowy aspekt warzywniaczka. Więc nie wiadomo czy twórcy bardziej zależało na klimacie Kobiecizmu Muglera czy może na Aniołku czy Demonku Givenchy, bo ten laki... przepraszam perfumy pachną w początkowej fazie jak Ange ou Demon i Womanity w jednym oczywiście wszystko rozcieńczone w ostrej nucie lakieru do włosów. Zapach tego lakie... matko znowu pomyłka! Tych perfum przypomina mi inny l... tzn perfumy a mianowicie Escade Absolutely Me która dla mnie również pachnie jak lakier do włosów. Nuta lakierowa to oczywiście zasługa sporej dawki ketonów malin, które powodują że zapach im dłużej na skórze tym staje się bardziej mdły. Dodatkowo podbite jest to bagiennym helionalem, molekułami woody amber ( iso rządzi) , przezroczystymi piżmami i cashmeranem lekko ziemistym. Mam wrażenie że twórca chciał za wszelką cenę zrobić niby nie banalne ale bezpieczne  jak najbardziej stereotypowo kobiece pachnidło. I owszem udało mu się, bo zapach jest bardzo kobiecy, kobiecy w wersji taniej, przeciętnej i bez finezji. Pasuje do jakieś przeciętnej siedzącej w autobusie pełnym meneli nastolatki w superstarach, szponiastych sztyletach utrudniających codzienne czynności z gipsem tynkowym na twarzy, narysowanymi brwiami, ombre na włosach na które nie może aplikować lakieru bo są już tak spalone rozjaśnianiem że jak nie daj boże psiknie sobie troche tego lakieru to odpadną.
Więc żeby nie było wstydów przed koleżankami że włosów nie lakieruje to chociaż niech pachnie tym lakierem i wtedy sięga sobie po butelczynę Wonder Flower Oriflame, aplikuje 50 psików od czubka głowy po pięty i wtedy już nikt jej nie powie że nie używa lakieru i preparatów do włosów! bo dowód tego ciągnie się ogonem na cały autobus! Koleżanki będą zazdrosne że używa tak mocno pachnącego lakieru, a wcale nie muszą wiedzieć że to tylko perfumy. Jeśli o to chodziło twórcy to brawa wielkie, udało się w 100% procentach.
Czasami się zastanawiam tylko czy to faktycznie lakier czuje czy może coś znacznie ostrzejszego np zmywacz do paznokci :D.


Data Powstania: 2016
Twórca: Nieznany.
Piramida: Też nieznana.

















niedziela, 20 listopada 2016

Nowy zapach na zimę - Wakacje nad Oceanem indyjskim.

Moimi ulubionymi porami roku są zdecydowanie te ciepłe, czyli wiosna i lato, potem jest już mniej ciekawie. Pod koniec jesieni gdy zrobi się już wystarczająco ponuro i nieznośnie zimno a za oknami znowu hula halny człowiek zaczyna popadać w nostalgie za gorącym latem, słońcem wakacjami, zapachem narkotycznych kwiatów i opalonej skóry.
Latem sięgamy po chłodne powietrzne wonie, które zimą się nie sprawdzają ze względu na potęgowanie wrażenia nieprzytulności i dotkliwego zimna. A więc jeśli tęsknisz za latem a chciałabyś jednocześnie otulić się czymś ciepłym jak promień słońca przedstawiam ci mój nowy zapach.






































Praktycznie każda marka perfumeryjna musi mieć w swoich zasobach zapach z kategorii solarnej zaczynający się narkotycznymi kwiatami które ulegają zatopieniu w słonawej waniliowej ale nie przeciążonej bazie. Ylang-Vanille to zapach most, zaczyna się głośno hipnotycznym ylang-ylang z nad Oceanu Indyjskiego, który stanowi główny składnik kompozycji i spokojnie przechodzi w słonawą solarną wanilie w bazie, przywodzącą na myśl opaloną skóre i ekskluzywne olejki do opalania. Nuta ylang-ylang została przeciągnięta aż po ostatnie nuty zapachu, czyniąc go zdecydowanie tropikalnie biało kwiatowym z lekko animalnym wydźwiękiem. Ylang-ylang posiada bogate aspekty, kremowej kwiatowości, nieco surowej ziołowej morskości i charakterystyczną słoność oraz animalistyczność która kieruje nasze skojarzenia bezpośrednio w tropiki. Tworząc zapach inspirowałem się ciepłem promieni słońca które ogrzewają nasze ciała, ale jednocześnie chciałem by zapach był kwintesencją mojego stylu perfumiarstwa czyli zapachem bardzo kwiatowym i narkotycznym zahaczającym o animalność. Wzbogacająca ylang-ylang gardenia która swoją kremowością nadaje zapachowi pewną laktonowość i pomaga naszej wyobraźni czuć moc tropików, gorące słońce opalające naszą skórę która wydziela charakterystyczną solarną woń i gorące od upału płatki egzotycznych kwiatów rosnących przy plaźy. W bazie poczujemy miękką mleczną delikatną wanilie, w mało słodkiej, słonawej odsłonie wspartą akordem solarnym, cashmeranem i odrobiną indyjskiego sandałowca który zaciemnia bazę, dając jej nieco drzewny zadymiony sznyt.

Można spokojnie zamawiać flakon lub próbki.











Grupa olfaktoryczna: white floriental

Nuty:
Głowa: nuty zielone
Serce: ylang-ylang i gardenia
Baza: Wanilia, akord solarny, cashmeran i sandałowiec






sobota, 1 października 2016

Klakier jest, brakuje gargamela :D


Witajcie drodzy czytelnicy mojego skromnego bloga. Każdy kto liznął w swoim życiu prloskiego życia wie że na salonach i toaletkach każdej sztywnej wy(k)lakierowanej matrony królowała niejaka ,,Lady Walewska" w dziwacznym ultramarynowym flakoniku, który przez swój fenomenalny kształt bardzo zapadał w pamięć, a ulotna woń tajemniczego płynu wewnątrz była przedmiotem lansu tak jak dzisiaj Ray Bany czy I Phone 7 :D.
Pani Walewska bo o niej dzisiaj mowa, to typowy przedstawiciel woni z pogranicza szypru i zielono-kwiatowej kompozycji w stylu retro, można ją spokojnie postawić pomiędzy Anais Anais Cacharel, ArdenBeauty EA i kremem do smarowania pupci niemowlakom. To typowy przedstawiciel tego retro kwiatowego mydlanego nurtu, który swoim początkiem zwala z nóg a następnie szybko przycicha w aromat typowego mydła luksja za 2 zł i kremu oliwkowego ziaja do smarowania pupci i pomarszczonej twarzy mohera który wybiera się na niedzielną sume do kościoła.
Pani Walewska otwiera się mocno skondensowanym ostrym zielonym i bogatym galbanum, które jak wiecie ociera się o zapach surowej papryki, groszku, bimbru i acetonowego zmywacza do paznokci, w skrócie zwala z nóg swoją piękną a jakże zieloną ostrością w stylu retro. Towarzyszy mu jaskrawa bergamotowa cytrusowośc, kilogramy octanu linalilu i lawenda charakterystyczne dla retro zapachów a także kwiatowe podbicie sugerujące ylang-ylang i słodki hiacynt. Ta faza niesie niedosłowne skojarzenia,  z wyidealizowanym bo pozbawionym aromatu papierosów i spalonych włosów aromatem komunistycznego salonu fryzjerskiego i starych lakierów do włosia, którymi psikały się każde moherowe matrony w niedziele rano przed wyjściem na sumę do kościoła. Ta faza jest bardzo bogata, piękna mogłaby trwać dłużej bo dodaje niesamowitego powera, energetyzuje ale niestety zaczyna przycichać na skórze, łączy się z wyraźnym aromatem ylang-ylang, różanych alkoholi i hiacyntowej słodyczy oraz kadzidlano szorstkich jak sizalowy drut aldehydów alifatycznych. Aldehydy dają w tej kompozycji efekt mroźnego powietrza, pewnej tłustości i nieprzejrzystości, zapach przez to nabiera ciężaru a bukiet zmrożonych kwiatów: fiołków, róż, ylang-ylang, konwalii i hiacyntów korespondujących z piżmem daje efekt kremu do smarowania pupy.



Jednak nie myślcie że ten zapach to bezpłciowe mydełko, pomimo mydlaności kompozycja wibruje na skórze i pokazuje coraz głębsze szyprowe leśne tony subtelnego ziemistego kwaskowatego mchu i octanu wetiverylu które nadają mu retro sznyt lekko piwniczny, ziemny i leśny. Przy tej ciemnozielonej leśności wciąż trwa unosząca się nad tym wszystkim kosmetyczność zimnych kwiatów, w których pięknie wybrzmiewa lekko animalny fiołek parmeński, aldehydów i starodawnego całkiem przyjemnego nitro piżma, mydlanego i trącącego parą od żelazka.
Obok tego rdzenia daje się wyczuć jeszcze śladowe aspekty akordu owocowo-przyprawowego, nadającemu kompozycji życia i pewnej tajemnicy oraz wieloznaczności, owocem tym jest czarna porzeczka w chłodnym wydaniu i lekka przyprawowośc jakby ślad kminu i pieprzu, co ociera się zwłaszcza w połączeniu z samsarowym sandałowcem ( polysantol prawdopodobnie) o przyprawe maggi. Jednak akord ten jest bardzo dyskretny i nie psuje kompozycji. Zapach tak trwa, czasami wydzierają z pod niego kadzidlano winylowe aspekty sugerujące obecność mirry w bazie kompozycji i ten moment bardzo mi odpowiada. Jednak im dalej w głąb mydlaność ciągle się pogłębia i wchłania te wszystkie wibrujące kadzidła, przyprawy i owoce przez co zapach staje się zwykłym mydełkiem i bardzo przycicha na skórze, sprawiając wrażenie nakremowanej uprzednio oliwkowym kremem z ziaji z dodatkiem cierpkawego mchu. I w tym etapie zapach traci punkty bo zaczyna ocierać się o drogeryjną bezpłciową tandetę, pachnie jak Rosmann bądź inna drogeria i wędruje też niebezpiecznie blisko autobusowej rureczki. Na szczęście przy tym bardzo cichnie stając się praktycznie niewyczuwalny by zniknąć ze skóry lada moment, bo jak wspominałem na początku jest to woń tania nietrwała i ulotna.


Rok powstania:1971
Nuty: konwalia, róża, jaśmin i aldehydy alifatyczne.
Autor: nieznany